Drukuj
Odsłony: 544

 

Wszystkich Świętych pełne

W Kościele Łacińskim dzień Wszystkich Świętych to uroczystość ku czci tych, którzy osiągnęli stan zbawienia, czyli trwają w pełnym zjednoczeniu z Panem Bogiem. To jest konkret, definicja. W nauce Kościoła jest to wyraz z jednej strony wiary w obcowanie świętych, czyli takie powszechne powołanie do świętości. Oczywiście to przekonanie o życiu pozagrobowym jest czymś powszechnym w dziejach ludzkości. Nie mamy cienia wątpliwości. Myślę, że to rzecz ważna, żeby o tym pamiętać. Gdziekolwiek byśmy na ten temat nie popatrzyli, istnieje takie przekonanie. Już starożytni czcili herosów. Rozmawiałem ze znajomą Chinką, która mówiła: „Wprawdzie moi rodzice nie wierzą w Pana Boga, ale są głęboko przekonani, że to, że mogli urodzić i wychować w Chinach trójkę dzieci, jest zasługą zmarłego dziadka”. To pokazuje, jak głęboko siedzi w nas to przekonanie o obcowaniu świętych. Dziadek uchodził za kogoś świętego. Tego nawet Mao Zedong nie był w stanie wyrwać. Prosta sprawa.

Przez całe dzieło odkupienia Jezusa Chrystusa cała przestrzeń między niebem, a ziemią, nasze życie nabrało bardzo głębokiego, nowego sensu, który dopełnia to powszechne przekonanie o świętych obcowaniu. Jest to wezwanie do świętości. To, że żyjąc tu zgodnie z przykazaniami bożymi, a w wypadku katolików zgodnie z nauką Kościoła, korzystam z tego dzieła odkupienia. Przechodzę w inną rzeczywistość, a istotą tego jest miłość. Kiedyś grupka młodych zapytała mnie, co rozumiem pod pojęciem świętości. Mówię: miłość. Kto nie miłuje, nie zna Boga. Ona jest kluczem i przekłada się na zachowanie jego przykazań. Dzień Wszystkich Świętych jest zatem uświadomieniem sobie tego, że droga miłości, to droga do wieczności. Tej szczęśliwej. Tego, że tam będziemy kochani i będziemy kochać w sposób absolutnie pełny.

W Kościele Wschodnim od początku IV w. pojawiły się święta ku czci zmarłych, jako Dzień Pański Wszystkich Świętych, które obchodzone były w pierwszą niedzielę po święcie Zesłania Ducha Świętego. Była to taka „przygrywka” do obecnego święta Wszystkich Świętych. Wiązało się to oczywiście z Eucharystią, ponieważ to Eucharystia odgrywa nadrzędna rolę. I istotą tego dnia jest msza św. Ponieważ kiedy jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, ucztujemy przy tym samym stole, co Chrystus i wszyscy święci. To daje zupełnie inne pojęcie śmierci. W takim wypadku nie ma u mnie lęku, ale też zupełnie inaczej patrzę na rzeczywistość tu i teraz. Nie boję się jej. Proszę zauważyć, że samurajowie dlatego byli odważni, że ignorowali śmierć. Jeżeli nie ignorujesz śmierci, nie jesteś skuteczny w życiu. To ma biznesowe przełożenie. Jeśli traktuję śmierć, jako przejście w inną rzeczywistość, to moje życie przeżywam dobrze. I właśnie ten wątek, znaczenie Eucharystii jest tak istotny w postrzeganiu tego święta.

Jakie to ma znaczenie dzisiaj? W świecie, który się zupełnie pogubił w sprawach wartości? Pamiętajmy, że po procesie norymberskim wygenerowano nowe pojęcie: zbrodni przeciwko ludzkości. Już nie przeciwko Bogu. Zeszliśmy na niższy poziom. Najwyższym prawem są prawa człowieka, a nie prawo boże. Dzisiaj to święto krzyczy: „Naszym celem nie jest tylko być ekstra, jako człowiek, a być świętym!” Z tego, co widzę, coraz więcej młodych ludzi dzisiaj mówi, że chce czegoś więcej. Razem z Panem Bogiem tworzyć swoją rzeczywistość, żeby w nim znaleźć swój finał. Cieszy mnie to, że coraz więcej młodych ma takie nastawienie, bardzo klarowne. Patrzy dalej, niż tylko na prawa człowieka i to, co ludzkie. Człowiek wyszedł od Boga i do Boga zmierza.

Żeby natomiast wyjaśnić istotę dnia zadusznego, posłużę się zupełnie wyjątkowym, bo niepublikowanym dotąd tekstem do proboszczów bpa Jana Puzyny z 1897, znalezionym niedawno w  Archiwum Kolegiaty św. Anny w Krakowie:

„Od pewnego czasu wtargnął do nas z zagranicy zwyczaj zdobienia grobów wieńcami w dzień Zaduszny, zwyczaj propagowany przez antyreligijne prądy wieku, które to pamięć o zmarłych w duchu chrześcijańskim pojętą, pragną zastąpić jakąś pogańską apoteozą. Wieńce te nie przynoszą ani zmarłym, ani żyjącym żadnej korzyści, a pochłaniają wiele pieniędzy, tem więcej, że próżność ludzka, ma tu także pole do popisu. Czyż nie godniej i korzystniej byłoby rozdać te pieniądze między ubogich za pośrednictwem Towarzystw Dobroczynnych, a cześć i miłość ku zmarłym okazać modlitwą i ofiarą Mszy św.”

Ks. dr Lucjan Bielas

Not. DL