Drukuj
Odsłony: 75

Jak to drzewiej bywało

Życie ludzkie jest pielgrzymką. Wędrujemy sporo, nie tylko turystycznie. Również i w celach religijnych: do konkretnych miejsc czy też wybierając się na ekstremalną drogę krzyżową. Prawdziwego pątnika łatwo rozpoznać, bo nieprawdziwy to wiadomo – popyla czterokołowym napędem.

W średniowieczu na przykład peregrinus, który ruszał na najstarszy szlak Europy do grobu św. Jakuba Apostoła w Hiszpanii, czyli na Camino do Santiago de Compostela, tak wyglądał: nosił kapelusz z szerokim rondem okrywającym głowę, który miał go chronić od słońca; w ręku dzierżył kij lub laskę. Miał bukłak z wodą i dwie pary butów. Zabierał tylko niewielką, skórzaną sakwę na miskę, chleb i jałmużnę, co miało być wyrazem ufności pokładanej w Bogu. Pobożny wędrowiec nie gromadził zabierał żadnych zasobów na drogę. Szedł najczęściej w białym odzieniu (hmm… – ciekawa jestem, jak długo było białe? Wędrując przez pola i bory na pewno by nie doszedł w dziewiczej bieli do celu… ). Trzeba wiedzieć, że białe sukno było też znakiem ubóstwa, gdyż farbowane materiały kosztowały znacznie drożej (na jego miejscu nie oszczędzałabym, pranie białych sukien nie było wcale tańsze, biorąc pod uwagę, że ani pralki Frani, ani Wiziru nie mieli, a i ługu za darmo nikt nie użyczał).

Fizjonomia dzisiejszego pielgrzyma

Dzisiaj wygę pielgrzymkowego tak opisuje wieloletnia piguła pielgrzymkowa, czyli pielęgniarka, siostra Łucja: Prawdziwy pielgrzym ma nakrytą głowę. Konieczne są czapeczki lub chustki, ale nie czarne, które w dzień słoneczny pozostają na głowie od rana do wieczora, bo asfalt potrafi nagrzać się do 60 stopni Celsjusza. Współczesny pątnik nosi bawełniane podkoszulki z długim rękawem i T-shirty, a nie koszulki z wycięciem pod pachy, gdyż na pielgrzymce skromność jest w modzie.

Najwyższe jest nawodnienie! Stąd pielgrzym od rana do wieczora chodzi obulgotany różnymi płynami. Na każdym postoju pije wodę niegazowaną (zwłaszcza ta ze studni jest przepyszna), bo dwutlenek węgla w gazowanych napojach sprzyja zaparciom (śliwki i siemię warto mieć na podorędziu). Pije minimum pół litra wody na każdym odpoczynku, bo ma ona dogłębnie przefiltrować cały organizmu. Nie boi się o toalety, bo wszystkie są otwarte i łatwo dostępne w formie przydrożnych krzaczków lub kto woli – to skok w bok w kukurydzę.

Gdy pielgrzym odpoczywa, to nogi ma w górze (niekoniecznie od razu Jasnej, ale pozycja postojowa też może uwzględniać pielgrzymi cel). Kończyny dolne opiera o drzewo lub stopa o stopę, aby wyrównać krążenie, wtedy też schodzą obrzęki.

Pielgrzym chodzi wyprostowany (pokurczom mówimy nie!): prostuje biodra, z głową podniesioną. Ogląda niebo, brata lub siostrę… asfaltu nie musi😊. Jednak czasem rzuci okiem na pobocze w poszukiwaniu babki lancetowatej, o czym będzie jeszcze. Nosi niewielki plecaczek. Idzie nie w nowych butach – po co się chwalić, że ma nówki nie śmigane? Wszak pielgrzym to przecież skromna istota –  lecz rozchodzonych, aby nie narobić sobie bąbli i obtarć.

Ponieważ dostęp do służby zdrowia w obecnych czasach zarazy jest utrudniony, więc zadba o profilaktykę. W wielu wypadkach sam może się medycznie obsłużyć.  Zabiera więc z krem z flirtami na słońce, 30 lub 50. Swoją apteczkę wyposaża w wapno – preferowane calcium bez dodatków smakowych (wiem, że fuj! ale trudno) – i elektrolity w tabletkach musujących, by raz dziennie wypić te mikstury. Pakuje również witaminę C, tysiączkę, paracetamol, talk na obtarcia, środek dezynfekujący (świetny jest octenisept), najcieńsze igiełki na przekucie sobie bąbli: piątki lub siódemki. Maść clotrimazol przyda się nie tylko na przypadłości grzybiczne pod prysznicem, ale zaradzi i ukąszeniom oraz asfaltówce. Warto wrzucić jakąś maść rozgrzewającą i przeciwzapalną jako środek na zmęczone mięśnie, typu: diclofenac czy butapirazol. No i plastry!

Pielgrzym zna i docenia zioła z Bożej apteki, więc zbiera po drodze listki babki lancetowatej. Odkażone świetnie goją rany, zmniejszają obrzęki, zmiękczają odciski, przynoszą ulgę odbitym stopom. Dlatego dla gimnastyki i zdrowia czasem zegnie grzbiet i zaglądnie także pod nogi, a nie tylko buja w obłokach!

babka_lancetowata.jpg

Dobre nawyki

Pielgrzymka, tak jak i inna wędrówka piesza, to długotrwały wysiłek, do którego trzeba się wcześniej przygotować. Wystarczy rano lub wieczorem poświecić 10 minut na ćwiczenia, aby utrzymać w dobrym stanie organizm. To zaprocentuje! Tak zaoszczędza się kupę czasu, który byłby zmarnotrawiony w kolejce do fizjoterapeuty. Profilaktyczne akcje powinny potem przejść w systematyczne działanie. Zaproponowane poniżej ćwiczenia – przed marszem i po – uratują nas przed zakwasami i pomogą rozładować napięcie mięśniowe, rozluźniając skonane kończyny.

Tak przygotowane nasze ciało z ochoczym duchem może iść wiele dni, ciesząc się zdrowiem, ludźmi i tym, co go z Bożej Opatrzności spotka. AMEN!

 

s. Alicja Rutkowska CHR